Starosta jak radny opozycji: Nic nie zrobiono!

Starosta jak radny opozycyjny: Nic nie zrobiono!

Około 6 milionów złotych może kosztować dostosowanie budynku kutnowskiego szpitala do wymagań straży pożarnej. Co na to starosta Debich? – przez 6 lat nic nie zrobiono!

Szpitalna farsa nie ma końca. Kolejny raz, kolejny zarząd mówi o dokładnie takich samych kłopotach: niezapłaconych nadwykonaniach, braku pieniędzy na ustawowe podwyżki płac (wyrównania do minimalnej pensji) i brakach pieniędzy na inwestycje. Dziś w Urzędzie Miasta Kutno doszło do spotkania starosty i przedstawicieli kierownictwa szpitala z kutnowskimi radnymi.

Powodem spotkania był fakt, że nie uda się w tym roku przeznaczyć podarowanych przez miasto pieniędzy na rozbudowę SOR, choć złożony w tym celu wniosek jest po ocenie merytorycznej, to procedury przeciągają się.  Dlatego kierownictwo szpitala wpadło na pomysł, by pieniądze przeznaczyć na… krycie dachu papą.

– Najgorzej jest nad budynkiem, gdzie jest diagnostyka, blok operacyjny i oddział intensywnej terapii – mówił Zbigniew Filipiak, radny powiatowy i jednocześnie kierownik do spaw technicznych w kutnowskim szpitalu. – Takie krycie papą dachu kosztowałoby około 200 tysięcy złotych.

Radni rady miejskiej taki pomysł jednak odrzucają.

– Ideą było przekazanie pieniędzy an rozbudowę Szpitalnego Oddziału Ratowniczego, a jeśli nie to lepiej, żeby pieniądze z miejskiego budżetu przeznaczone były na zakup sprzętu i karetki – mówiła radna Joanna Podemska. – Na remonty szpital powinien wygospodarować pieniądze we własnym zakresie.

Podobnego zdania był także Mariusz Sikora, wiceprzewodniczący i Grzegorz Chojnacki, przewodniczący rady miejskiej.

Okazuje się jednak, że – jak mówią przedstawiciele szpitala – budżet szpitala jest jak dziurawy worek. Pieniędzy brakuje w zasadzie na wszystko. Głównym powodem są… niezapłacone nadwykonania. Czyli nic się nie zmienia od kilkunastu lat.

 – W tej chwili, do lipca mamy w szpitalu nadwykonań za ponad 2 miliony złotych – mówił Krzysztof Debich, starosta kutnowski. –  Jest dylemat czy przyjmować ludzi do szpitala i leczyć, czy nie przyjmować i nie robić nadwykonań, ale jesteśmy przekonani, że szpital powinien służyć mieszkańcom.

Dokładnie tak samo tłumaczyli się poprzedni starostowie. Co ciekawe, to tylko takie pokazywanie, jacy to jesteśmy dobrzy, bo szpital ma obowiązek niezwłocznego przyjęcia pacjenta jeżeli stan jego zdrowia ulega gwałtownemu pogorszeniu. Jeżeli lekarz przyjmujący zakwalifikuje pacjenta jako przypadek pilny, szpital ma obowiązek hospitalizacji takiej osoby. W przypadku, gdy dany szpital nie może zapewnić takiej osobie wymaganej pomocy, z powodu przyczyn leżących po jego stronie, musi on wskazać pacjentowi inną placówkę, w której uzyska niezbędną pomoc. Przyczynami, które leżą po stronie szpitala są m.in. brak odpowiedniej kadry, sprzętu czy też szczególna sytuacja zaistniała w związku z wystąpieniem siły wyższej. Nieudolne kierowanie szpitalem – jak widać – do siły wyższej się nie zalicza.

Padły także zapewnienia, że szpital chce zrobić remont oddziałów wewnętrznych I i II, ale… straż pożarna przeszkadza.

– Osoba z kierownictwa jednostki Państwowej Straży Pożarnej przechodzi w stan spoczynku i mogą być problemy z przedłużającymi się terminami uzyskania zezwoleń i z remontem – mówi Zbigniew Filipiak. – Straż wymaga od nas dostosowywania remontowanych oddziałów do obowiązujących przepisów przeciwpożarowych! Szacuje się, że dostosowanie szpitala do tych przepisów to koszt około 6 milionów złotych.

Ale to nie koniec problemu.

– 6 lat temu rozmawiałem ze strażą o dostosowaniu szpitala do przepisów p.poz i było to wtedy 5,5 miliona złotych – mówił starosta Debich. – Przez 6 lat nic nie zrobiono!

Faktem jednak jest, że z tych 6 lat, przez ponad 2,5 roku starostą jest Krzysztof Debich.

Podczas spotkania nie padło ani słowo o tym, że z Oddziału Wewnętrznego II odeszli z pracy wszyscy lekarze – ze względu na to, że obłożenie jest tam ogromne i brakowało medycznych rąk do pracy. Czy 200 tysięcy na krycie dachu papą nie udałoby się wygospodarować, gdyby szanowano pracę lekarzy, pracujących na etatach za kilka tysięcy złotych zamiast liczyć na kontraktowców pracujących za kilkanaście tysięcy i konsultantów zewnętrznych – za kilkadziesiąt tysięcy złotych?

Trudno znaleźć w mieście tak szanowanych i lubianych przez pacjentów lekarzy jak ci, którzy odeszli z ,,drugiej” interny. Jeśli szpital stać na to, by się w taki sposób pozbywać etatowych dobrych i tanich lekarzy – to znaczy, że szpital ma się finansowo świetnie. A może kolejny raz mamy znaną sytuację, że trzeba przetrwać na stołkach do końca kadencji, a po nas choćby potop!

 

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *